Jak to się zaczęło – czyli kilka słów o magii tworzenia…
Na próżno szukać tu historii o wrażliwej skórze, alergiach czy AZS, o poszukiwaniach na drogeryjnych półkach kosmetyku ze składem idealnym. Zaczęło się bowiem to wszystko od potrzeby i chęci tworzenia. Odkąd pamiętam wytwarzanie czegoś własnymi rękami sprawiało mi dużo frajdy i satysfakcji. Najpierw był chleb na zakwasie, później sery, wina, zbiór ziół i tworzenie z nich mieszanek, nalewek i maceratów. Półki zaczęły uginać się pod ciężarem ziołowych przedmieszek (ekstraktów). Dlatego więc zaczęłam poszukiwać sposobów na ich zagospodarowanie. Tak natrafiłam na informacje o ręcznie robionym mydle i przepadłam… Jest w tym bowiem coś magicznego*, gdy tłuszcze połączone z sodowym ługiem stają się twardą kostką, która w kontakcie z wodą potrafi wytworzyć miliony bąbelków i myć skórę. W dodatku kostki naturalnego mydła nie tylko myją, ale także pielęgnują i odżywiają skórę.

Zaczęło się więc od nieforemnych, burych kostek, od miliona eksperymentów i dziesiątek zmarnowanych składników, a skończyło na tym co oglądacie dzisiaj. Choć nie, to wcale się nie skończyło, tak naprawdę tu wszystko dopiero się zaczyna…

 

* Tak, to standardowy proces chemiczny– ale słowo magia pasuje tu o wiele lepiej 😉